Wywiad z Kasią Stankiewicz - "Czas działa na naszą korzyść"
Przedstawiamy rozmowę z Kasią Stankiewicz, która razem z zespołem Varius Manx wystąpiła podczas Koncertu Noworocznego Gminy Komorniki 10 stycznia 2026r.


30 lat temu w telewizyjnej „Szansie na sukces”, w odcinku poświęconym Varius Manx, zaśpiewała Pani piosenkę „Zamigotał świat”, robiąc to na tyle dobrze, by rok później dołączyć do zespołu (po rozstaniu z poprzednią wokalistką – Anitą Lipnicką). Jak zapamiętała Pani ten moment?
- Towarzyszyła mi radość i ekscytacja, pomieszane z lekką tremą, która urosła gdy byłam już na nagraniu odcinka.
Czy pomyślała Pani wtedy, że 30 lat później będzie w tym miejscu, w którym jest obecnie, występując z Varius Manx w salach pełnych publiczności?
- Trudno w wieku 17 lat myśleć o tym, co będzie za lat trzydzieści. Ale zawsze intuicyjnie czułam, że scena to miejsce dla mnie. Uwielbiam tam być, sprawiać, by publiczność dobrze się bawiła, widzieć emocje uczestników na twarzach, ich reakcje.
Kto się wtedy z Panią skontaktował, by zaprosić do współpracy? Czy był to Robert Janson?
- Chyba był to perkusista Sławek Romanowski. Zadzwonił telefon, odbieram i słyszę: „Tu Sławek z Varius Manx. Czy mogę rozmawiać z Kasią?”. Tak wszystko się zaczęło.
Robert Janson, założyciel Varius Manx, od czasów pandemii nie występuje z grupą.
- Roberta, z powodów zdrowotnych, nie ma z nami na scenie, ale intensywnie uczestniczy w życiu zespołu i jest jego integralną częścią.
Zespół wylansował sporo piosenek, które na stałe weszły na polskie listy przebojów wszechczasów. Który utwór jest Pani bliższy – „Orła cień”, „Zamigotał świat” czy „Ruchome piaski”? Dlaczego?
- Każda z tych piosenek nasączona jest innymi emocjami i każda jest mi tak samo bliska. „Zamigotał świat” to brawurowe zwycięstwo w „Szansie na sukces” (1995 r.), z kolei „Orła cień” to mój kolosalny debiut z Varius Manx (1996 r.), a „Ruchome piaski, które towarzyszyły też filmowi „Nocne graffiti” ” (1997 r.), to potwierdzenie przebojowości i faktu, że połączenie potencjału Stankiewicz i Varius Manx jest ponadczasowe.
Intensywnie koncertujecie, świętując 35-lecie Varius Manx. Jak reaguje publiczność?
- Trasa wyprzedaje się na pniu i jest fantastycznym pokazem tego, że piękne piosenki zawsze przetrwają próbę czasu oraz dowodem na niezwykły talent Roberta Jansona do wymyślania nośnych melodii, które potrafi zanucić cała Polska.
Ma Pani w dorobku 8 albumów, w tym 4 z Varius Manx i 4 solowe. Pod szyldem zespołu ukazało się aż 16 krążków, wliczając w tę statystykę kompilacje, album z muzyką filmową i koncertowy. Czy będą kolejne płyty?
- Zdaje się, nie ma od tego odejścia. Tworzymy nowe piosenki z Varius Manx. Pracuję też nad albumem solowym.
Nazwa zespołu pochodzi od bezogonowych kotów, żyjących z wyspy Man, na Morzu Irlandzkim, między Wielką Brytanią a Irlandią. Zespół związany jest z kolei z Łodzią, w Polsce. Czy kiedyś muzycy dopłynęli na tę brytyjską wyspę?
- Nic mi o tym nie wiadomo, ale zdaje się, koledzy mają chorobę lokomocyjną (śmiech).
Jest Pani najdłużej współpracującą z zespołem wokalistką spośród 5 pań, które śpiewały z Varius Manx w ciągu 35 lat tej muzycznej historii. Pani śpiewała aż 14 lat, ponownie występując z zespołem od 2016 r. Czy to miłość na zawsze?
- Jesteśmy dorośli, więc wiemy, że „na zawsze” nie istnieje. Osobiście uważam to za ogromy przywilej, że gramy w tym składzie, prezentując kolosalny w treści materiał muzyczny. Z szacunku do tego zjawiska, mam nadzieję, że raczej pogramy dłużej niż krócej.
Jak Wam się razem współpracuje?
- Czas działa na naszą korzyść, jesteśmy w coraz lepszej formie, a do tego my naprawdę kochamy tę robotę, uwielbiamy spotkania z naszą publicznością i to jest absolutnie ponad wszystko.
Czy warto było wejść po raz drugi do tej samej rzeki? Pytam, bo niektórzy to odradzają.
- Ja polecam.
Czego Pani ostatnio słucha?
- Ostatnio na mojej setliście są piosenki głównie z „Jamesa Bonda” bo przygotowuję się do koncertu z muzyką filmową i to mnie pochłania.
Rozmawiał: Adam Mendrala
Fot. Kuba Cichocki

