Dziewczyna Szamana
Rozmowa z Justyną Steczkowską, piosenkarką, która była gwiazdą tegorocznego „Koncertu Noworocznego Gminy Komorniki”.
Zaczęliśmy 2025 rok. Było nam niezmiernie miło, że przebojowo powitaliśmy go 10 stycznia z Panią, na Koncercie Noworocznym Gminy Komorniki. Jaki będzie to dla Pani rok?
- Dziękuję bardzo! Dla mnie to też był bardzo miły wieczór. Publiczność była wspaniała i niezwykle łaskawa dla mnie. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy. A jaki to będzie dla mnie rok? Mam nadzieję, że dla nas wszystkich będzie to dobry rok. Czego sobie i Państwu życzę.
Dokładnie 30 lat temu została Pani laureatką telewizyjnej „Szansy na sukces”. Czy coś by Pani zmieniła w swojej karierze?
- Gdybyśmy mieli świadomość błędów, które popełniamy w życiu, zanim one się wydarzą, to cały świat wyglądałby inaczej (śmiech). Ale życie każdego z nas, to jedna, wielka lekcja, która przynosi nam zrozumienie sensu istnienia i dostarcza czasem głębokich przemyśleń na temat tego, po co tu jesteśmy. Gdyby nie błędy i porażki, które są częścią naszej drogi, nie nauczylibyśmy się wielu ważnych dla nas rzeczy. Nie tylko o sobie samych, ale też o świecie, w którym żyjemy.
„Boskie Buenos” z repertuaru Maanamu przyniosło Pani zwycięstwo w „Szansie…”. Do dziś na koncertach wykonuje Pani tę piosenkę. W Komornikach pojawiło się ono w szczególnym momencie, towarzyszyło toastowi noworocznemu. Jak wspomina Pani to wydarzenie, kontakt z publicznością?
- Wspaniale. Był szampan, dużo radości, noworoczne życzenia. Myślę, że wszyscy czuliśmy się jak w prawdziwym Boskim Buenos Aires (śmiech).
Jak ocenia Pani duet z Wójtem Tomaszem Stellmaszykiem, którego zaprosiła Pani na scenę? Wyglądał na zaskoczonego. Czy takie duety są stałym punktem Pani koncertów. Jak wypadł włodarz Komornik w porównaniu z innymi uczestnikami takich duetów?
- Po reakcji publiczności wnioskuję, że pan wójt wypadł świetnie. Myślę, że damska część publiczności była zachwycona (śmiech). Nie jest to stały punkt programu w naszym repertuarze, ale jeśli publiczność daje artyście dużo ciepła i akceptacji, to zawsze dzieją się fajne rzeczy, które są spontaniczną reakcją na niezwykłą publiczność. Nie było to zaplanowane, ale wyszło zabawnie i wierzę, że przyniosło wiele radości obu stronom.
Do tej pory ukazało się 19 Pani albumów solowych i kilka z Pani udziałem. Ostatni album to „WITCH Tarohoro”. Sięga w nim Pani po elektronikę i czerpie ze słowiańszczyzny. Skąd ten pomysł?
- Tak jak napisałam na swoim albumie „Witch Tarohoro”: Pojedyncze krople tworzą rzeki, jeziora, oceany, pojedynczy ludzie tworzą rodziny, narody, cywilizację. Każda kropla jest ważna. Każdy z nas jest ważny. Razem możemy stać się odradzającym czystym oceanem życia, w którym będą przeglądały się kolejne pokolenia. Chcę, żeby ta płyta i jej dźwięki były dla Was jak krople drążące skałę w nas samych, przypominając nam kim jesteśmy, nie tylko w kontekście natury i świata, ale też wszechświata.
Już wcześniej czerpała Pani z muzyki różnych kultur – bałkańskiej, żydowskiej, czy muzyki świata. Czy lubi Pani takie eksperymenty stylistyczne?
-Tak, bardzo. Dzięki różnorodności dźwięków, harmonii, stylistyki mam dużo bogatsze muzyczne doświadczenia, a przede wszystkim możliwość rozwoju w swoim zawodzie.
Widziałem podczas próby przed koncertem w Komornikach, że ważny jest dla Pani każdy detal koncertu i show, a w zasadzie widowiska, bo śpiewowi i muzyce, towarzyszą animacje, układy choreograficzne. Wszystko musi mieć Pani pod kontrolą. Czy mogłoby być inaczej?
- Myślę, że nawet nie powinno. Jeśli to mój koncert, to muszę sprawować nad nim pewnego rodzaju „kontrolę”. Wynika to z mojej wdzięczności i szacunku do publiczności, bo dzięki niej istnieję w swoim zawodzie. Zawsze zależy mi na jakości koncertu. Skoro publiczność postanowiła poświęcić mi swój cenny czas, żeby posłuchać moich utworów, to moim obowiązkiem jest zrobienie wszystkiego najlepiej jak się da.
Często publiczność ma szczególny stosunek do pierwszych przebojów wylansowanych przez artystów. Czy miała Pani kiedyś dość śpiewania „Dziewczyny Szamana”?
- Nie, dlatego, że stworzyłam różne jej wersje i wiem, że publiczność kocha tę piosenkę.
Dysponuje Pani czterema oktawami. Kto i kiedy odkrył niezwykłość Pani głosu? To dziedziczne?
- Odkrył go to mój tata, jak byłam dzieckiem. To był kochany człowiek. Bardzo wspierał nas w muzycznym rozwoju. Odszedł zbyt wcześnie… Nie zdążyłam się nacieszyć jego obecnością w dorosłym życiu. Są chwile kiedy bardzo mi taty brakuje. Tak samo jak mamy….
Zdarzało się Pani zasiadać w jury popularnych programów „The Voice of Poland”. Woli Pani oceniać czy być ocenianą? Czy wróci Pani do TV?
- Wciąż jestem jurorką, tylko teraz w programie Twoja Twarz Brzmi Znajomo. Tak to już jest w życiu, że raz nas oceniają, innym razem to my wystawiamy oceny innym.
Czy popularność Pani pomaga, czy przeszkadza w życiu?
- Bycie osobą popularną niesie ze sobą różne konsekwencje. Ale cieszy mnie każde dobre słowo spotkanych na ulicy ludzi, wyrazy sympatii w moją stronę i mnóstwo dobrej energii, którą niesie ze sobą publiczność i koncerty. Myślę, że trzeba cieszyć się z tego, co w popularności dobre i nie skupiać się zbytnio na komentarzach hejterskich.
Czy poza śpiewaniem realizuje się Pani lub relaksuje uprawiając inne dziedziny sztuki niż muzyka? W młodości malowała Pani guziki. Czy zdarza się Pani współcześnie pomalować guzik lub namalować obraz?
- Nie (śmiech) To była moja dorywcza praca, żeby zarobić na swoje utrzymanie. Bywały chwile, w których chodziłam naprawdę głodna. Kiedy mieszkałam daleko od domu - w Trójmieście, musiałam utrzymać się sama. W tamtym czasie nie było łatwo. Ale dałam sobie radę i to jest najważniejsze. Nauczyłam się ufać sobie i swojej sile. To zawsze pomaga w życiu.
Bohaterem Pani przedostatniego albumu była Ewa Demarczyk. Mowa o płycie „Steczkowska/Demarczyk” z 2023 r. Czym ta wielka polska artystka zdobyła Pani serce i struny głosowe?
- Chciałam nagrać tę płytę, żeby złożyć hołd tej niezwykłej artystce i przypomnieć młodemu pokoleniu o pięknej, polskiej poezji i niezwykłych kompozycjach Zygmunta Koniecznego. Ta płyta nie jest kopią oryginału, ani próbą interpretowania tych utworów w sposób, jaki robiła to pani Ewa. Jest moją własną formą wyrazu i miłości do tej muzyki, ale z wielkim szacunkiem do oryginalnych kompozycji. To naprawdę piękna płyta. Warto poświęcić jej tę godzinę i zanurzyć się w pięknych dźwiękach i słowach, będących częścią polskiej kultury.
Jedną z tras koncertowych poświęciła Pani Grzegorzowi Ciechowskiemu, inną Tomaszowi Stańko. To wielkie postacie, niestety nieżyjące. Ale pozostała ich muzyka. Czy zdarza się Pani do niej wracać?
- Tak, zdarza. Obaj ci artyści zapisali się wielkimi literami w polskiej kulturze i cieszę się, że mogłam współpracować z każdym z nich. Z Tomaszem Stańko byłam w trasie koncertowej, nagraliśmy też razem muzykę do filmu „Egzekutor”. Ponadto graliśmy razem na festiwalu jazzowym w Londynie i był to piękny koncert. Z Grzegorzem Ciechowskim nagrałam dwie pierwsze płyty. Spotykaliśmy się na scenie wiele razy. To był niezwykle utalentowany artysta, świetny producent i dobry człowiek.
Początki Pani kariery związane były również z jazzem. Czy myśli Pani o płycie lub projekcie, który byłby powrotem w te muzyczne obszary?
- Kto wie, co przyniesie mi moje muzyczne życie. Na razie jestem skupiona na płycie „Witch Tarohoro”, jej promocji i preselekcjach do Eurowizji. Już 14 lutego Polska wybierze reprezentanta, który będzie miał okazję zaprezentować nasz kraj w Bazylei. Cieszę się na ten koncert i spotkanie z młodymi artystami, bo to dla mnie duże wyzwanie. A Państwa proszę o wysłanie smsów na moja piosenkę „Gaja”. Byłby to piękny walentynkowy prezent dla mnie, gdybym - po 30 latach od mojego pierwszego występu - mogła reprezentować nasz kraj w Szwajcarii, na konkursie Eurowizji. Jestem o wiele bardziej świadoma tego, kim jestem i co potrafię, niż 30 lat temu . Mam nadzieję, że publiczność mi zaufa i dzięki niej będę miała szansę reprezentować Polskę.
Dziękuję wszystkim raz jeszcze za przemiłe chwilę spędzone z Wami w Komornikach i życzę wszystkiego co najlepsze!!!
Rozmawiał: Adam Mendrala
Fot. Kuba Cichocki
***
Organizatorami „Koncertu Noworocznego Gminy Komorniki” byli Gminny Ośrodek Kultury w Komornikach oraz Gminny Ośrodek Sportu i Rekreacji w Komornikach.

